Rusty Pine ma w swojej muzyce taki bluesowo-country'owy sznyt, co mi bardzo odpowiada. Mocne riffy, trochę psychodelii, wyraźny groove i do tego charakterystyczny kobiecy wokal. Wokalistka Katarzyna Zagajewska zarówno strojem jak i zachowaniem scenicznym przeniosła nas do lat 60., dzieci-kwiatów i tych klimatów. Rewelacyjny jest debiutancki album zespołu, który ukazał się w październiku 2025. Polecam posłuchać takich kawałków jak "Pustka", "Orchidea" czy "Gdzie Jest Mój Dom?" - wszystkie wybrzmiały na deskach Stodoły. Zespół brzmi obłędnie (hehe) - świeżo i energicznie. Gościnnie zagrał jeszcze jakiś klawiszowiec, który dodatkowo wzmocnił brzmienie bandu. Rusty Pine - zapamiętajcie tą nazwę.
Patrycja Markowska rozpoczęła swój występ od utworu "Miłość, Wiara, Nadzieja", który jak sama twierdzi jest dla niej niezwykle istotny. Kolejne rewelacyjne kawałki to "Obłęd" ze świetną linią basu i taneczne, bujające "Kino". Przed "Karminowym" dowiedzieliśmy się, że piosenka powstała w głowie wokalistki podczas seksu z jej partnerem - bije od niej erotycznością na kilometr więc zapewne tak było 😄 Zespół zagrał też piosenkę "Ćma", którą przygotował Jan Benedek, świeżo zwolniony z T.Love. Niezwykle emocjonalne było też wykonanie numeru "Flauta".
Każda piosenka z nowej płyty (a ta została zagrana w całości!) była poprzedzona krótką historią na temat powstawania. A płyta zatytułowana "Obłęd" to jeden z moich faworytów za 2025 - niezwykle klimatyczna, melodyjna, z wyraźną linią basu i perkusji (co już się rzadko zdarza) i z bardzo osobistymi tekstami. Markowska w którymś z podcastów przyznała, że była nagrywana na tzw. "setkę" (cały zespół nagrywa na żywo w jednym pomieszczeniu). Tę naturalność jak mawiał klasyk - "widać, słychać i czuć".
Senior Markowski pojawił się, ale tylko na balkonie. Sama Patrycja wywołała go trochę do tablicy mówiąc, że ojciec przyjechał, bo generalnie to "woli siedzieć na wsi i pić browara" 😆 Legendarny wokalista Perfectu otrzymał owację na stojąco i był autentycznie wzruszony. Ale na scenie finalnie się nie pojawił - ten rozdział jest już chyba definitywnie zamknięty.
Po zagraniu w całości "Obłędu", zespół uraczył nas zestawem swoich największych hitów, zaczynając od kawałka "Drogi Kolego". Pojawiły się też "Księżycowy", "Jeszcze Raz" i "Świat Się Pomylił". Trochę mało. Na bis jeszcze urzekające "W Hotelowych Korytarzach". Nie znam zbyt dokładnie twórczości Markowskiej, ale na pewno jest w dyskografii więcej takich perełek, jak ten ostatni numer. Czemu polscy artyści pokazują tak mało ambitnej muzyki, którą przecież potrafią stworzyć? Od lat jest to dla mnie niezrozumiałe.Jeśli czymś można być zawiedzionym to na pewno długością koncertu. Zaledwie półtorej godziny z bisem to jest dobre na Dni Czeladzi (z całym szacunkiem dla mieszkańców Czeladzi), a nie na biletowany koncert na trasie promującej płytę. Dobrze, że był ten Rusty Pine na początku, to jakoś się spina ta cena biletu - w innym przypadku uważałbym, że przepłaciłem.
Krzysztof Siewruk - gitara



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz